"Człowiek, a zwłaszcza kobieta, nie wiele o sobie wie, nawet wówczas, kiedy jej się zdaje, że jest w stosunku do siebie absolutnie szczera."
L. Seymour Tułasiewicz




bez calgonitu

a i jeszcze mi się pralka popsula :( po 6 latach stwierdzila grzałka, że calgonit to jednak jest to co lubi. pfff po 6 latach... Chwilowo piorę ręcznie. I dłonie jakieś takie gładsze... a mowią, że detergenty niszczą ręce. Mi tam wygładzają, wybielaja i wymładzają. Może chwilowo tylko, ale co tam. rydwanu czasu nic nie zatrzyma. 

***
wydziergała PollyAnka
2012-01-29 około godziny 08:49:13
skomentuj... (0)


złota rybko! tylko 1 życzenia mam

Ferii ci u nas jeszcze niet, ale pierwszy semestr za nami. Ha i uwaga, uwaga, bo sama nie wierzę w to co piszę. Moje śliczne leniwe pasierbiątko, migające się jak piskorz przed procesem zwanym nauką, ze średnią 4,2 okazało się najlepszym uczniem w klasie :) Co by to było gdyby się zaczął uczyć... hmm ;) Systematycznie, nie w zrywie pt; za chwilę koniec semestru więc poprawiam. 
Malizna pozbyła się chorej rywalizacji i obsesji Tomaszka. Na zdrowie i hura. Dotarło w końcu do niej , że rywalizacja z melepetą, synem nauczycielki, któremu wolno więcej i który ma zupełnie inne prawa i obowiązki jest bez sensu. Jest zadowolona ze swego 5,2 i z zachowania wzorowego, które otrzymała po raz pierwszy. Dotychczas wzorowy był tylko Tomaszek. Od września w szkole wprowadzono punktowy system oceniania zachowania. Dotychczas były to „obiektywne” oceny nauczycieli. I nagle okazjo się, że w klasie jest 8 uczniów wzorowych, nie jeden. No cud jakiś.  Wychowawca, pól godziny o obiektywizmie systemu mówił... ale wprost o tym, że byli stronniczy wcześniej nie wspomniał. Nagle, dziecię me przestało być roztrzepane, zakręcone i nieobecne czy jak? Może tylko w szkole przestało, bo w życiu codziennym nadal jest „uroczo rozkojarzona”.
Co do szanownego prezesa G. Jego dól życiowy i „depresja” się nasilają. Do szkoły chadza, czasami, natomiast wszelkie wyjścia towarzyskie, koncerty i spotkania niwelują jego poczucie przegrania życia. Ja dostaje furii i piany na twarzy jak widzę gówniarza zwlekającego się z łóżka w tygodniu o 14,30,  Chłopu to nie przeszkadza. 
Wczoraj przegrałam sromotnie, usadzona przez Chłopa i jego synalka. Zasady ustaliliśmy latem. G. jest tu na zasadach stancji, czyli korzysta z kuchni, łazienki, biurka i łóżka. Rozsiadł się prezes na kanapie i w pogawędki na tematy typu  „a co to jest?” (modem podpisu elektronicznego) mu się zebrało. Po 5 minutach nie wytrzymałam i wybuchnęłam. Nie mówię nic, jak wchodzi i omawia z ojcem sprawy organizacyjno bytowo życiowe, ale sam się na dom i rodzinę wypiął, więc przywilej siedzenia w salonie, oglądanie TV i prowadzenia rozmów o niczym w salonie ma wypisane z praw. Powiedziałam, że ma wyjść. G. mnie zlał, siedział patrzył z drwiną na twarzy na mnie, co mnie wyprowadziło z równowagi. Machał sobie nóżką, a Chłop zaczął „mnie usadzać”, bo jego synek ma prawo tu siedzieć i z nim rozmawiać. Tak więc kwas w domu błotnym na całej linii. Urażony gen ojca dziecka uciemiężonego się odezwał po pół roku ciszy. I ni cholery nie pojmuje dlaczego. Nie dalej jak 3 dni wcześniej Chłop stwierdził, że ma gdzieś to co G. dalej zrobi ze swoim życiem. Bo ze szkoły ponoć pan Wspaniały rezygnuje. 
Pojechałam po bandzie . Zapytałam G. kiedy mu w końcu jaja wyrosną, na tyle widoczne żeby dotrzymać obietnicy o tym, że się wyprowadzi, szybciej niż myślimy. 
A po wszystkim Chłopu wyznałam to co usłyszałam kilka tygodni temu od znajomej spotkanej w sklepie. G. to cham i prostak, wulgarnie odzywający się do nauczycieli, słynie z tego w szkole. Jej syn chodzi do tej samej klasy co G. Ta kobieta zna mnie i moja rodzinę od ponad 15 lat. I jasno powiedziała, że w głowie jej się nie mieści, żeby dziecko z naszego domu tak się zachowywało.  Domysły innych rodziców w klasie na temat tego „co to za dom, że smarkacz sobie na tyle pozwala” już krążą. 2 lata temu mówiłam, ze tatuażu na czole „nie mam nic wspólnego z tym człowiekiem, nie jestem jego matką, i za jego chamstwo nie odpowiadam” robić nie będę.   Wtedy jeszcze usiłowałam zwalczyć jego prostactwo i chamstwo. Poległam.  Chyba czas się nad tym tatuażem jeszcze raz zastanowić.
Czy tylko ja jestem tak negatywnie i krytycznie nastawiona do prezesa G?
Chyba nie, Chłop na zasadzie ciekawostki zdał mi relację z cenzurowania komputerów Maluchów. Z genialnego image G. cool ziomala rodem ze slumsów Bronx'u kwiczy pół miasta. Zastanawiają się 13 latkowie, czy jak się karnawał skończy G. zdejmie przebranie. Czy może będzie pajacować dalej. 
Rezygnuję z 3 życzeń złota rybko, jedno mam. Niech G. zniknie z mojego domu na zawsze. 

PS.
Wirtualnych doradców typu, pokochać, postarać się, to dziecko (pff 17 letnie dziecko mające wszystkich w d), zrezygnuj, sama to se zrobiłaś, twoja winna itd proszę by sobie odpuścili, bo moje stanowisko wobec G. w moim domu jest tak samo trwale, jak manio-prześladowcza teoria spisków wszelakich głoszona przez panów M. i K.  Nie do obalenia. 


***
wydziergała PollyAnka
2012-01-29 około godziny 08:27:59
skomentuj... (0)


rozczarowana

Ni mniej ni więcej wychodzi, że jestem stworem ospowietrznoodpornym jak nikt. Nie wysypało mnie. A te moje omamy, ze wszystko mnie swędzi, to nowy żel do ciała, który mi nie służy. Koszmarny jakiś, wysusza skórę tak, że siwa się robi. 
Trzasnęłam najnowszą powieść Folletta.  Upadek Gigantów. Z przykrością stwierdzam, że jest to najgorsza książka tego autora, jaką czytałam. Zaczyna się świetnie,  w okolicach 600 strony autor poszedł moim zdaniem na ilość i przy tym już pozostał. Pogubił gdzieś wątki fabularne i zagłębił się w pseudo historyczny bełkot analizujący mechanizmy bolszewickiej rewolucji i poległ. O ile we wcześniejszych powieściach historycznych mistrzowsko wprost łączył postaci i wydarzenia historyczne z  fikcyjnymi bohaterami, w przypadku Upadku Gigantów, upadł Gigantycznie. Dziwnie się czułam czytając, że pałac Zimowy ostrzelał krążownik „Amur”. Powiem dosadnie, zgłupiałam na tyle, że posiłkowałam się wiedzą Chłopa. Jakoś nie chciało mi się wierzyć, że mam wątpliwości, a Amur ni jak mi do Aurory nie pasił.
Wydarzenie historyczne, które mnie wciągnęło na tyle, by poszperać w sieci i się doedukować opisane w powieści to Bitwa nad Sommą. Bosz... milion ofiar... nie pamiętam, czy wnikliwie o tej bitwie mówiliśmy w szkole, minęło jakby nie patrzeć z 25 lat.
O czym nie wiedziałam, a książka mi rozjaśniła co nie co? O tym, ze Lenin był finansowany przez cesarstwo niemieckie i o tym, że Brytyjczycy usiłowali obalić rządy bolszewickie wspierając Białą armię. Największym zaniedbaniem autora piszącego o upadku Gigantów jest całkowite milczenie w książce na temat końca dynastii Romanowów. Tam car i jego rodzina rozpływają się we mgle. Bolszewicy proszą go o abdykację, a on abdykuje...  i cisza, hmm i tak można ;) 
Wcześniejsze powieści Folleta, opierające się na przeplataniu faktów historycznych z fikcją były perełkami. Ta jest jak film typu Matrix 11. Przerost formy nad treścią. Wielce rozczarowana powracam z kart książki do życia błotnego. 


***
wydziergała PollyAnka
2012-01-29 około godziny 07:23:17
skomentuj... (1)


w nosie ją mam

przyjdzie to będzie. czekać na zarazę nie będę.
2 dzień proteinowy, mocne postanowienie poprawy i mnie pogięło, myłam ściany
prezes G. zaliczył doła, nie widzi juz sensu chodzenia do szkoły, bo i tak ma kibel. 
i co z tego wyniknie, nikt nie wie...


***
wydziergała PollyAnka
2012-01-25 około godziny 16:07:31
skomentuj... (0)


omamy

kurcze balans niech się ta ospa zdeklaruje, w tą albo w tamta stronę. Wczoraj z bólem wszystkich kości przeleżałam w łóżku. Temperatura obłędna, 35.5 Dziś o poranku 35.8 - jakaś nienormalna jestem. Do tego gardło mnie boli i nos mam zapchany. Każda najmniejsza zmiana skórna wydaje mi się wulkanem. Tu kropeczka, tak krosteczka. I swędzi mnie całe ciało. I nie mam pojęcia, czy ospa swędzi przed wysypką, czy dopiero z wysypką? I żeby mnie ta głowa już przestała boleć. buuu

 

jeden plus. straciłam apetyt, jeść mi się zupełnie nie chce



***
wydziergała PollyAnka
2012-01-24 około godziny 08:32:09
skomentuj... (7)






"+/-40" takie kremy stoją na mojej półce w łazience
Matka, nie żona lecz konkubina, macocha... Walczę ze sobą, z problemami mniejszymi i większymi...

Walczę z depresją...
a może tylko z dołkami...

Mieszkam sobie z Chłopem mym, Malizną, Młodym, Gimnazjalistą i Psiunem.

o nas ten blog...

o moich przemyśleniach
o bolączkach
o problemach
o radościach
o tym co nas otacza


Od walentynek 2010 r
stronę odwiedzono
razy

Księga Gości
dodaj zobacz

Napisz PW by @

piszę też
Kuchnia PollyAnki
pranieslim - jak zrzuciłam 16kg


onet.pl i blog.pl polecali Wielkie Pranie
co z ta rurą?
m.sz.ś
o wożnicy z octavi
nie o zimie
morale dorosłych
armagedon i plama
durny sen
o starości i depilacji w nowiu
o symetrii trapezu i schadzce ze stolarzem ;)
nauka to potęgi klucz
wycieczka nagroda
o zmianie zdania
farsa o swatkach
o higienie, a właściwie jej braku
samouczek by Malizna
dzień walki z depresją
Młody = zdolna bestyjka
z kuchni - prawie pączki
o anonimowości blogerów
Rozwód po ludzku
o kolędzie
Ja Biurwas
o urzędnikach
H2O o powodziach
alimenty temat rzeka
36h na chirurgii
stop bałwanon drogowo-chodnikowym
SMS Nienajpiękniejsi
faceci w gaciach
o zajęciach salsy

czytam, śledzę, obserwuję
od świtu do zmierzchu :)
Judyta - prawie 10 lat
Gontyna - psiomaniaczka
kołysanka
prof J. Bralczyk
Wąski - pierwsza klasa
przebitki z życia kobitki
leslie facet chyba z Marsa
nonkonformicjusz
Déjà vu - byłam żoną programisty
wussup
oderwać się nie mogę... dialogi małżenskie
Maria Czubaszek
po prostu idiomka

Zakątki www
Focus - jak mało wiemy
Akademia PARP
ADHD
Kliker
Boksery w potrzebie
Psyche

Biurwas story
o tym jak walczę z niekompetentnym urzędem
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16

Ignorantia legis non excusat
Konstytucja RP
KRiO KPA KSH KK KPK

Archiwum
2012
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad










Layout by niedziela